To przez złość i jad brzydko się starzejemy: Wywiad z Izabelą Dziewiątkowską

  • Posted on: 28 sierpnia 2017
  • By:

„Nie wyobrażam sobie emerytury w domu. Siedzenia w czterech ścianach. Braku aktywności. Widzę siebie w działalności charytatywnej. Zgubą byłaby dla mnie bezczynność” – mówi Izabela Skrybant-Dziewiątkowska, liderka zespołu Tercet Egzotyczny.

Weronika Kolczyńska: Jest Pani związana z Tercetem Egzotycznym od 1963 r., czyli od początku istnienia zespołu. Jak zadbać o taką aktywność?

Izabela Skrybant-Dziewiątkowska: Dla wszystkich zespołów muzycznych bardzo ważna jest stała aktywność estradowo-koncertowa. Aby tak było – przede wszystkim trzeba dbać i szanować publiczność. Nie ma publiczności, nie ma artysty. Od początku o tym wiedzieliśmy i dbaliśmy o to, by publiczności wszystko się podobało. Kostium. Piosenka. Melodia. Cała choreografia, interpretacja. Efekty teraz są takie, że kiedy wychodzę na scenę to dostaję owacje na stojąco. (wykasowane zdanie)

Czyli profesjonalizm i szacunek do publiczność to ten klucz do sukcesu?

Jak najbardziej. W przyszłym roku obchodzimy 55-lecie istnienia zespołu. Planujemy dużą trasę koncertową. Przez całą moją karierę, publiczność nigdy mnie nie zawiodła, ludzie zawsze byli ze mną i to właśnie oni dodawali mi i dodają motywacji do dalszej pracy.

Wraz z Tercetem Egzotycznym koncertowała Pani na całym świecie. Jak wspomina Pani tamten czas?

Coś wspaniałego. Czasami aż nie chce mi się wierzyć, że to wszystko przeżyłam. Niekiedy budzę się z poczuciem, że to sobie wszystko wymyśliłam, że to tylko kolorowy sen. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tak wielkiego sukcesu. Graliśmy na największych nowojorskich halach muzycznych: Carnegie Hall i Radio City Music Hall. Cudowne wspomnienia. Podobaliśmy się publiczności, staraliśmy się być zawsze profesjonalni, chociaż można było wyczuć pewien dystans do nas ze względu na to, że byliśmy zespołem zza żelaznej kurtyny. Byliśmy przez to zakompleksieni, chociaż staraliśmy się sprostać wymaganiom sceny Zachodniej. Dużo pracowaliśmy nad repertuarem, Zbyszek (Dziewiątkowski – przyp. red.) władał biegle pięcioma językami, co ułatwiało wszelkie kontakty i przekaz. Zawsze też staraliśmy się dbać o stroje estradowe… Na pytania o nasze barwne kostiumy, odpowiadałam często, że szyjemy i przywozimy je z Polski, podczas gdy parę dni wcześniej kupowałam je na Broadwayu… Za to między innymi chwaliła nas amerykańska prasa, a ja naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z sukcesu.

Wspomniała Pani, że jako zespół byliście zakompleksieni. Kiedy minęły kompleksy?

Minęły z chwilą, gdy udowodniliśmy swoim profesjonalizmem, że nie jesteśmy gorsi od amerykańskich artystów. Odnawiano nam kontrakty – w samych Stanach Zjednoczonych byliśmy 49 razy. Nowojorskie media nie szczędziły nam pochlebnych recenzji, a publiczność nad uwielbiała.

Świetnie Pani wygląda. Ma Pani swoje sztuczki?

Z pewnością należy dbać o kondycję. Codziennie się gimnastykuję. Dzień bez gimnastyki uważam za stracony. Często też pływam, chodzę na spacery i uprawiam stretching. Dodatkowo, aby dobrze się czuć i wyglądać trzeba pracować nad sobą i wyrzucać z siebie wszelkie złośliwości i jad, przez który tak brzydko się starzejemy. Staram się pracować nad tym, by nikomu niczego nie zazdrościć, by do każdego podejść, uśmiechnąć się, porozmawiać. Jeżeli ktoś chce zrobić sobie ze mną zdjęcia, to zawsze chętnie to robię, niezależnie czy jest to pan prezydent czy zupełnie nieznany mi człowiek. Każdy jest dla mnie tak samo ważny. To z pewnością przyczynia się do dobrego samopoczucia, które odbija się w rysach twarzy.

Powiedziała Pani, że „młodość przemija, ale pozostaje nam mądrość życia”. Czy można to nazwać pewną rekompensatą?

Na pewno. Dopiero teraz doceniam i zauważam takie rzeczy. Bardzo dużo wartości i prawd życiowych wpoili mi moi rodzice, którzy byli bardzo mądrymi i dobrymi ludźmi. Chodzi o pewne zasady i morały, które zostały ze mną na całe lata. Tak samo staram się więc postępować w stosunku do moich córek.

Żałuje Pani czegoś?

Jedna rzecz przychodzi mi do głowy. Kiedy urodziłam młodszą córkę, to wyjechałam szybko na trasę koncertową, a Anię zostawiłam pod opieką siostry. Ona dobrze o nią zadbała, więc córce było dobrze, ale to ja wiele straciłam. Nie zobaczyłam pierwszego ząbka, nie usłyszałam pierwsza: Mamo. Są to takie chwile, które trudno odtworzyć. Młoda mama powinna albo zostać albo wziąć swoje dziecko tam gdzie jedzie. Może innych drobiazgów jest więcej.

Nie miała Pani łatwego życia, ale radość u Pani wciąż gości. Jak o nią zadbać?

Wiara. Wiara zawsze mi pomagała. Uważam, że mam wiele łask i mam za co być wdzięczna. W każdym moim smutku pomaga mi wiara, która podnosi mnie z każdego dołka.

Poza tym mam i miałam w życiu szczęście do dobrych ludzi, którzy wspierali mnie w gorszych momentach i zawsze byli ze mną.

Powiedziała Pani, że najważniejsze w życiu jest zdrowie, pogoda ducha i wzajemna życzliwość. Nadal Pani podtrzymuje to zdanie?

Oczywiście. Nadal czasem się łapię na niecierpliwych odpowiedziach. Czasem niepotrzebnie się złoszczę. Nie lubię siebie za to.

Jak i czy w ogóle wyobraża sobie pani emeryturę?

Wszelkie moje wyobrażenia przerósł fakt, że będę obchodzić niedługo swoje 55-lecie na scenie. To coś niewiarygodnego. Rolling Stonesi obchodzili w zeszłym roku, a jest to dla mnie jakaś wewnętrzna konkurencja. Staram się dbać o siebie, regularnie robię sobie badania lekarskie. Trudno, żeby w moim wieku nic mnie nie bolało, ale staram się tym nie przejmować, zadbać o spokój ducha i pracować nad zwalczaniem dolegliwości. Najważniejsze jest podejście. Nie wyobrażam sobie emerytury w domu, siedzenia w czterech ścianach, braku aktywności. Widzę siebie raczej w działalności charytatywnej. Zgubą byłaby dla mnie bezczynność. Zdecydowanie w dobrej kondycji podtrzymuje mnie aktywność muzyczna. Nagrywanie płyt, przygotowanie programu na 55-lecie – to wszystko daje mi napęd. Nie wyobrażałam sobie siebie bez śpiewania. Nie wiem jak to wtedy będzie.

Co lubi Pani najbardziej w dojrzałym wieku?

Niczego się nie lubi w moim wieku. Trzeba pracować nad tym, by to wszystko polubić. Chciałabym szybciej biegać, mieć lepszą kondycje, a wiek to zabiera. Chociaż nie raz spotykam młodsze osoby ze słabszą ode mnie kondycją, ale nie chodzi o to by się porównywać. Staram się być wdzięczna za to co mam i nie oczekiwać niczego więcej.

Co to znaczy dobra starość?

Jeszcze z taką się nie identyfikuję, ale jestem otoczona wspaniałymi ludźmi, życzliwymi. Nie mam wrogów. Mam nadzieję, że nie mam. Mam kochającą rodzinę, córki, wnuczki. Chyba chodzi o to, by żyć tak, by zebrać wokół siebie jak najwięcej dobrych ludzi, to daje zapewnienie dobrej starości.

 

Rozmawiała Weronika Kolczyńska

Komentarze