Zamotki, czyli łączenie pokoleń [DZIUBNIJ STYL #17]

Categories Dziubnij StylPosted on

Zamotki były już modne, ale jak każda ładna ozdoba często przeżywają kolejną młodość. A ponieważ właśnie ją przeżywają, natychmiast zrobiłam sobie ich najnowszą wersję. To znaczy zamotałam ze sobą białe, bawełniane, i to w dobrym gatunku, paseczki, czy jak kto woli tasiemki. Stanowią kapitalną ozdobę do wielu rzeczy. Mnie szczególnie pasują do ciemniejszych bluzek, które muszę rozjaśniać, żeby wyglądać młodziej. Wyglądają bardzo dobrze. Ale do głowy by mi nie przyszło, że mogą się stać powodem do wychowawczych rozważań.

 

Wszystko zaczęło się od konieczności kupna prezentu dla czternastoletniej krewnej. Poszłam do najmodniejszego, niedawno otworzonego sklepu dla nastolatek. Natychmiast podeszły do mnie dwie młodziutkie ekspedientki. Jedna z nich, patrząc na moje zamotki, wyraziła nie tylko zainteresowanie nimi, ale też uznała, że są wyjątkowo ładne. W ramach podziękowań opisałam, jak je zrobiłam i gdzie można kupić akcesoria. Dziewczyna była zachwycona moją wiedzą i stwierdziła: „gdyby tak moja mama zrobiła coś takiego i tak znała się na modzie, byłoby fantastycznie”.

Prezent kupiłam, a ze sklepu wyszłam z głębokim przekonaniem, że wbrew pozorom łatwo można uatrakcyjnić kontakty z córkami lub wnuczkami. Wystarczy od czasu do czasu wyrazić zainteresowanie ich gustem, tym, co chcą i lubią nosić. Nie naginać ich gustu do naszych modowych przyzwyczajeń, a wręcz skorzystać z ich wyobraźni i nowych, ulubionych, modowych trendów. Czyli nie tylko rozmawiać, ale i używać tego, co je kręci. A póki co, zakręćcie zamotki.

O przyjaźni i co wspólnego ma przyjaźń z modą

Oczywiście, najlepszym sposobem na samotność zawsze będzie drugi człowiek, którego obdarzamy uczuciem. Jednak nie mam tu na myśli wspaniałego uczucia, jakim jest miłość. Mam na myśli drugie wspaniałe uczucie, jakim jest przyjaźń. Wiele osób pomyśli, że piszę banały, bo przecież każdy to wie. Każdy miał, ma lub będzie miał przyjaciół. Fakt, ale wiele osób nie zwraca uwagi na następny banał, że przyjaciele nie są nam dani na zawsze. Rozumiemy to doskonale, ale mniej doskonale się z tą wiedzą obchodzimy. Sama się o tym przekonałam, kiedy straciłam przyjaciółkę, bo ważniejsze były moje sentymenty niż jej potrzeby. Nie chciałam odwiedzić jej w szpitalu, w którym umarła moja Mama. Może wtedy nie rozumiałam, że zachowuję się egoistycznie, że ją zawiodłam, a przecież wiedziałam, że przyjaźń wyklucza egoizm. Wybrałam własne sentymenty i straciłam przyjaciółkę.

Potem nie było tak źle, bo starałam się nie tracić przyjaciół z własnej woli. Może nawet przesadzałam z traktowaniem każdej bliższej znajomości, jak przyjaźni. Najboleśniej odczułam to po przejściu na emeryturę.

Chyba po roku zapewnienia składane podczas pożegnalnych biurowych przyjęć, że będziemy się przyjaźnić, spotykać utknęły w martwym punkcie. Spotykaliśmy się coraz rzadziej, coraz częściej nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. W końcu tak naprawdę łączyła nas praca i wspólne jej przeżywanie. Nasze spotkania poza pracą też się mieściły w tej stylistyce, ale rozczarowanie było duże. I nie jest to żadna kolej rzeczy, bo rzeczy mogą się mieć zupełnie inaczej. A dzieją się tak wtedy, kiedy szanujemy nie tylko przyjaźń, ale i w ogóle ludzi. Jeżeli jednak ktoś uważa, że jest to normalna kolej rzeczy, proszę bardzo, tylko warto o tym pamiętać wcześniej. Zawód, że nasze biurowe przyjaźnie nie są na zawsze, jest bolesny.

Bywa oczywiście inaczej. Często rozstajemy się z naszymi przyjaciółmi z różnych życiowych powodów. Ktoś wyjechał za granicę lub do innego miasta. Przestają nas łączyć sprawy, dotyczyć wydarzenia, nic nie przeżywamy wspólnie. A przecież takie codzienne życie obok siebie łączy najbardziej. A jednak przyjaźń, tak jakby istniała dla nas we wszechświecie, zostaje na zawsze. A cud takiej przyjaźni polega na tym, że kiedy spotykamy się po latach, czujemy się tak blisko, jakbyśmy rozstali się zaledwie wczoraj.

Na szczęście szansa na przyjaźń jest zawsze. Mając zdobyte przez lata doświadczenia, pamiętając o niepowodzeniach, a przede wszystkim o naszych błędach, jesteśmy bardziej otwarci, ale także ostrożniejsi w zawieraniu każdej znajomości. Wiemy już dobrze, że ludzie, którzy nam się podobają, niekoniecznie będą naszymi przyjaciółmi. Za to tym bardziej szanujmy przyjaciół, których mamy.

Szukając przyjaźni często zapominamy o jednej rzeczy, o przyjaźni z samym sobą. To ważne, bo dzięki temu potrafimy innym dać to, czego sami potrzebujemy i co ma dla nas życiowe znaczenie. Tak samo jest z miłością – jeżeli nie potrafimy kochać siebie, nie potrafimy kochać nikogo. Bo skąd mamy brać uczucia, których w nas nie ma, których nie potrafimy przeżywać.

A co to wszystko ma wspólnego z modą? Tylko tyle, że moda na przyjaźń jest zawsze. Są też sposoby, żeby szukać przyjaciół. I też odwołam się do mody. Od kilku lat jest moda na organizowanie Parady Seniorów. Piszę o tym często, bo to znakomita impreza, przyciąga tłumy i co ważne – nie wymusza na starszych ludziach, żeby siedzieli na ławkach. W Paradzie Seniorów trzeba czynnie uczestniczyć. Jest tyle imprez, że każdy znajdzie coś specjalnego dla siebie. W tłumie rozbawionych, zadowolonych, pełnych optymizmu ludzi najłatwiej można znaleźć bratnią duszę, a potem do przyjaźni prosta droga. Chodzi o to, żebyśmy korzystali z każdej dobrej okazji stwarzającej możliwość poznania innych ludzi. A Parada Seniorów jest do tego najlepsza. Dlatego spotkajmy się 2 września na Krakowskim Przedmieściu! Do zobaczenia!

 

Basia Dziubińska

 

Za chwilę o tym, jak się zaprzyjaźnić ze sobą,  zdobyć wszystko czego się zapragnie  i co do tego ma Parada Seniorówi oraz „język podkoszulek”.

Komentarze