Wymarzona podróż nad Bajkał – cz.1 Moskwa i Kazań

Categories PodróżePosted on

To była grupa nastolatków z późnych lat sześćdziesiątych, silna, gotowa na każde wyzwanie.

Razem ze mną 29 osób. Byliśmy gotowi dojechać do Bajkału pokonując wszelkie przeszkody. Naszą przygodę rozpoczęliśmy już na lotnisku w Warszawie wybierając Aerofłot zamiast Lotu i muszę powiedzieć, że to był bardzo dobry wybór. Załoga znakomita, obsługa pasażerów i jedzenie bardzo dobre.

Moskwa jak magnes

Po prawie trzech godzinach lotu wylądowaliśmy w Moskwie. Znowu Moskwa, byłam tu dwa lata temu i znowu jestem. To miasto przyciąga jak magnes.

Brama na Plac Czerwony

Autobus zabrał nas do hotelu. Trochę daleko od centrum miasta, ale na szczęście blisko stacji metra. Rosjanie mówią, że jeżeli jesteś opodal metra to tak jakbyś był już w centrum i jest w tym dużo prawdy. Hotel nowoczesny i bardzo wygodny, obok Park Izmaiłowski, na pierwszy rzut oka raczej kiczowaty ale to przecież park rozrywki, taki ma być i już. To fajne miejsce na spędzenie czasu po podróży; można odpocząć i kupić trochę typowo rosyjskich pamiątek, bez napisu „made in China”.
Późnym wieczorem poszłam na spacer na Patriarsze Prudy. Moskwiczanie lubią tu spędzać wolny czas siedząc na trawie nad wodą, rozmawiając i śpiewając. Miło było posłuchać.

Park rozrywki w Moskwie

Moskwa z Mistrza i Małgorzaty istnieje naprawdę. Ciągle można spacerować po Patriarszych Prudach, gdzie Berlioz z Bezdomnym spotkali Wolanda, odwiedzić nawiedzone mieszkanie, a nawet zobaczyć kota Behemota. Kota nie udało mi się spotkać ale nastrój tego miejsca jest ciągle taki jak z powieści Bułhakowa. Oczywiście to już zupełnie inne miasto niż za jego czasów, większe, bardziej ruchliwe, nowocześniejsze. A jednak ciągle można odnaleźć starą, Bułhakowską Moskwę.

Wracając do hotelu, późnym wieczorem, przechodziłam obok księgarni, otwarta o jedenastej w nocy, a w środku sporo osób. Stanęłam przed wejściem zaskoczona i zdziwiona… Ludzie w nocy w księgarni, w Warszawie to byłby niespotykany widok.

Rano wyruszyliśmy w miasto. Oczywiście Plac Czerwony, Kreml z rubinową gwiazdą na wieży i błyszczącymi złotem kopułami cerkwi, słynny Sobór Wasyla Błogosławionego i … Mauzoleum Lenina. Kiedyś przed nim stały długie kolejki, a teraz nie było nikogo. Podeszłam bliżej. Mauzoleum otwarte tylko przez trzy godziny dziennie ale ciągle można tam wejść. Pomyślałam sobie, że z historią nie ma co walczyć, była jaka była i już. Likwidacja mauzoleum nie miałaby teraz sensu, za jakiś czas pewnie je zamkną na zawsze, ale wtedy nikt już nie będzie protestował i nikomu nie będzie przykro z tego powodu. Nie warto niszczyć pomników historii na siłę.

Mauzoleum Lenina
Mauzoleum Lenina

W pobliżu Placu Czerwonego jest olbrzymia dziura w ziemi, to miejsce po hotelu Rosija, dawnej wizytówce hotelowej Moskwy. Ten budynek zupełnie nie pasował do historycznego centrum miasta. Tutaj ma być urządzony park prezentujący wszystkie strefy klimatyczne Rosji. To ma być arcydzieło, warto zobaczyć jak tylko będzie gotowy.

Moskwa bardzo i szybko się zmienia. Pięknieje. Zniknęły obskurne budy z trującym jedzeniem typu fast food, którymi oblepione były stacje metra. Stolica nie może wyglądać jak bazar. Wyburzane są sklecone kiedyś naprędce, straszące brzydotą bloki – „chruszczowki”. One spełniły już swoją rolę i pora na zmiany. Ludzie przeprowadzają się do nowych mieszkań o 20% większych od tych, które opuścili i nie muszą za to dopłacać. Tak twierdzi nasza przewdoniczka.

Niezmienny pozostał tylko Arbat, taki był, taki jest i taki pewnie pozostanie, z malarzami wystawiającymi obrazy wprost na ulicy, kawiarniami i teatrem. Wystawiali właśnie Wujaszka Wanię Czechowa ale akurat na to przedstawienie zupełnie nie miałam ochoty.

Do Kazania już dojeżdżamy

Po dwóch dniach spędzonych w Moskwie pojechaliśmy wieczorem na dworzec Kazański (podobny do pałacu jak większość dworców w Rosji) i wsiedliśmy do pociągu na szlaku kolei transsyberyjskiej. Zaczęła się prawdziwa przygoda. Przed nami długa podróż do Kazania. Koleje rosyjskie mają trzy klasy, trzecia, najtańsza, nie ma przedziałów i najbardziej sprzyja kontaktom towarzyskim ale trudno tu o prywatność. W drugiej klasie są, tak jak w naszych wagonach sypialnych, cztery łóżka a w pierwszej – dwa. My podróżowaliśmy drugą klasą, prawie cały wagon był zarezerwowany tylko dla naszej grupy.

Kolej Transyberyjska

Pociąg nowy, czysty, wygodny, miał trzy toalety w każdym wagonie. Opiekowała się nami konduktorka serwująca na każde życzenie kawę i herbatę w szklankach włożonych do metalowych „koszyczków”. Koniecznie chciałam to mieć, kupiłam od niej cztery takie zestawy. Podam gościom herbatę po rosyjsku.

Obudziłam się rano a pociąg ciągle był w drodze, ile to już godzin, pomyślałam. W kolejce do porannego mycia było kilka osób. Przede mną stała kobieta o azjatyckich rysach twarzy. Gdzie my jesteśmy, zapytałam, czy daleko jeszcze do Kazania?
Do Kazania już dojeżdżamy odpowiedziała płynnym rosyjskim, jeszcze tylko cztery godziny i będziemy na miejscu. Dojeżdżamy, cztery godziny, blisko, no tak, to są rosyjskie miary odległości.

A pani dokąd jedzie, też do Kazania? Nie, odpowiedziała, ja będę w domu jutro rano. Jadę do Baszkirii. Do Baszkirii, powtórzyłam bez zrozumienia. Musiałam to sprawdzić na mapie.

Po czterech godzinach byliśmy w Kazaniu, stolicy Tatarstanu. Bagaże, hotel i jedziemy do miasta. Kazań jest położony nad Wołgą i Kazanką.

Błękitny Meczet

Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od kazańskiego kremla. Kreml to po prostu twierdza, takie kremle są we wszystkich większych miastach w Rosji. Cóż to za widok. Kreml na wzgórzu, otoczony białym murem obronnym i widoczny zza muru smukły, błękitny meczet. Weszliśmy do środka przez białą bramę. Na dziedzińcu panował wzmożony ruch. Wokół kręciły się w tańcu tatarskie zespoły ludowe wystrojone w kolorowe stroje. Okazało się, że to były przygotowania do wyjazdu do Mekki. Najlepsze zespoły miały reprezentować Tatarstan na tej pielgrzymce.

Weszliśmy całą grupą do meczetu, kobiety musiały nakryć głowy chustkami i to wszystko, innych restrykcji nie było. Nikt również nie pytał nas o wyznanie, nie było żadnej segregacji na wiernych i niewiernych. Było miło i przyjaźnie. Wnętrze meczetu przepiękne, nie sposób tego opisać. Urodę tego miejsca mogą pokazać tylko zdjęcia. Z wysokiego minaretu rozciągał się widok na cały Kazań, przepiękne miasto, zachęcające swoją urodą do pozostania w nim na dłużej.

W pobliżu meczetu była cerkiew, rytuał zwiedzania podobny jak poprzednio, chustki na damskie głowy. Różnica polegała tylko na zakazie robienia zdjęć ale tak po cichu, bez demonstracji było można, nikt nikomu za to głowy nie urywał. Oczywiście pstryknęłam ze dwa razy, bo jakże by inaczej.

Błękitny Meczet

Ludzie wszystkich wyznań żyją tu w zgodzie, każdy według obrządku własnej religii i nikt nikomu nie przeszkadza. Jakoś trudno tu uwierzyć w ten krwiożerczy Islam.

Pierogi na starówce

Przyszła pora na obiad. Zaprowadzono nas do regionalnej restauracji na bulwarze nad Kazanką. Jedzenie jak zwykle pyszne. Podano nam pierogi w formie sakiewek, które należało jeść w specjalny sposób. Trzeba było piróg w całości zmieścić w ustach i najlepiej trzymać go palcami nie używając noża i widelca. Kiepsko nam to szło, ale ostatecznie daliśmy radę. Do popicia, tak jak wszędzie obowiązkowo kompot porzeczkowy, tak jak za dawnych czasów w moim domu.
Na bulwarze spędziliśmy trochę czasu po prostu spacerując i oglądając to miejsce. Ludzie przychodzili tu z dziećmi na spacer. W oddali widać było gmach Ministerstwa Rolnictwa, wyjątkowy budynek, najbardziej oryginalną jego częścią stanowiło olbrzymie okno ozdobione wykutym w metalu drzewem.

Regionalna restauracja
Ministertwo Rolnictwa

Po krótkim odpoczynku poszliśmy na starówkę obejrzeć starą, koronkowo rzeźbioną, drewnianą architekturę miasta. Meczet obowiązkowo pośrodku.

Przedszkole na Starówce

Tatarzy bardzo poważają i szanują carycę Katarzynę Wielką, która po latach zakazów pozwoliła im powrócić do Islamu. Ta mądra kobieta miała rację. Jak nie można zwalczyć, to trzeba się zaprzyjaźnić i już.

Oczywiście na starówce nie obyło się bez zakupu pamiątek. Niestety wybór nie był tu zbyt duży, ja kupiłam mały obrazek, taki landszaft z widokiem Kazania, spojrzę od czasu do czasu żeby przypomnieć sobie to miasto.

Przyszła kolej na współczesne rejony. Pogoda trochę się popsuła wiec musieliśmy zrezygnować z pieszych wędrówek i przeprosić się z autobusem. Jadąc wzdłuż głównej ulicy zobaczyliśmy World Trade Center – tak, tak, to nie Nowy Jork tylko Kazań. Centrum światowego handlu najwyraźniej przesunęło się na wschód. Tak przy okazji handlu, zawieziono nas do sklepu z alkoholem, wybór oszałamiający. Nie wypadało nic nie kupić więc każde z nas nabyło po butelce czegoś mocniejszego. W podróży się przyda, a przed nami jeszcze dłuuuuuuuuugą podróż.

Sklep z alkoholem

Wieczór spędziliśmy na „deptaku” w centrum Kazania odwiedzając kawiarnie i sklepy z pamiątkami, których było tu mnóstwo. Można było też posłuchać niezłej muzyki w wykonaniu studentów Akademii Muzycznej. Wieczór zakończył się pokazami fajerwerków, były wspaniałe, ale niestety nie wiedzieliśmy z jakiej okazji.

Wołga, Wołga…

Następnego dnia przed południem wyruszyliśmy do Swijażska. Car Iwan Groźny wybrał to miejsce, położone nad Wołgą, pod budowę nowej twierdzy skąd łatwo było prowadzić ekspansję przeciw Kazańskiemu Chanatowi. Według przekazów drewniany gród postawiono w zaledwie cztery tygodnie. Fortecę zbudowano z gotowych elementów spławianych w tajemnicy po Wołdze. I kto tu mówi że klocki LEGO to współczesny wynalazek.

Sviyazhsk – forteca

Twierdza jest pięknie płożona i starannie utrzymana, właściwie można ja zwiedzać samodzielnie, informacja o poszczególnych obiektach jest wszędzie dostępna w kilku językach.

Twierdza, cerkwie, zabytki, regionalne restauracje i dania… Tak, tak, to fascynujące i warte zobaczenia, ale mnie najbardziej zafascynowała Wołga – legendarna olbrzymia rzeka. Musiałam spotkać się z nią twarzą w twarz. Wszyscy już poszli w kierunku autobusu, a ja zbiegłam ze zbocza na to spotkanie. To był bezmiar wody, zamoczyłam ręce i stopy i pomyślałam, że to aż nieprawdopodobne, ja jestem nad Wołgą… Z daleka słyszałam nawoływania, ale co tam, niech poczekają. Ja stałam dłuższą chwilę i patrzyłam na Wołgę jak zahipnotyzowana.

Wołga

Wczesnym popołudniem wróciliśmy do Kazania. Zjedliśmy obiad w bardzo eleganckiej restauracji, zrobiliśmy ostatnie zdjęcia i zakupy i pospieszyliśmy do pociągu.

Tym razem kolej transsyberyjska miała zabrać nas do Jekaterinburga…

Autorka tekstu i fotografii: Grażyna Tarnowska

Korekta: Barbara Moroz

Komentarze