Stare panny mają na starość lepiej niż wdowy i inne samotne kobiety! [Dziubnij Styl #20]

Od lat obserwuję stare panny, czuję do nich sympatię, i stwierdzam, że z biegiem lat staropanieństwo wychodzi im na dobre!

Każda stara panna chciała wyjść za mąż, starała się, czekała przez lata i przez lata przyzwyczajała się do swojego staropanieństwa. I chociaż chęć wyjścia za mąż została jej na zawsze i tkwi gdzieś z tyłu mózgu, to już nie dominuje i łatwiej się z nią żyje. Łatwiej, ale nie tylko dlatego, że z wiekiem nadzieje są coraz mniejsze, ale przede wszystkim dlatego, że status starej panny nie jest jednoznaczny.

Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, stara panna – w odczuciu społecznym – była osobą brzydką, niesympatyczną, złośliwą, zazdrosną, głupią i wściekłą , której nikt nie chciał. To epitety przytoczone dla przykładu. Właściwie rzadko kto myślał, że to jej wybór, bo na wspólne życie z kimkolwiek nie ma ochoty. Niekiedy z litości uważano, że miała pecha, ale najczęściej, że nie umiała złapać sobie męża. W literaturze aż roi się od płaczliwych, nieszczęśliwych starych panien i co by nie powiedzieć, to bycie starą panną traktowane było jak życiowa klęska. A tak w ogóle uważało się, że musi mieć jakiś feler, bo jej nikt nie chciał.

Określenie stara panna jest dobrze osadzone w pokoleniu 50 plus, bo jak wskazują statystyki młode kobiety zdecydowanie preferują inną nazwę, np. singielka, kobieta samodzielna. Pewnie i dlatego, że zmienił się do nich stosunek społeczny. Stara panna to już nie kobieta szukająca męża, nieszczęśliwa przez swoją samotność, wytykana przez otoczenie. Dzisiaj jest to często kobieta świadomie wybierająca taki stan. Nie ma problemów finansowych, żyje pełnią życia. Przyszłość planuje tak, żeby nigdy nie być zależną od nikogo, a przede wszystkim od mężczyzny. Zmieniły się warunki życia starych panien, ale stara panna jako zestaw cech psychicznych, chociaż ulega zmianie, zostanie chociażby jako relikt historyczny.

Właściwie to nie chcę analizować ani pod kątem psychologicznym, ani socjologicznym istoty staropanieństwa. Ale jest sprawa znacznie ważniejsza – stare panny z wiekiem nabrały odporności na samotność. Dlaczego? A dlatego, że dla nich samotność, koszmar starości, nie są tak straszne, jak dla innych starych ludzi.

Po piekiełku oczekiwania na męża, starania się, poczucia bycia nieszczęśliwą rezygnują z „pogoni’” i organizują sobie życie w pojedynkę. Mają przyjaciół,

od lat starając się zapełnić pustkę, organizują sobie zajęcia, mają hobby, interesują się życiem kulturalnym, w

ogóle życiem. A inne starsze kobiety, np. wdowy, które zostają same, są na nią zupełnie nieprzygotowane. Żyły problemami męża i dzieci, pomijając siebie często w życiowych sprawach; jedynym ich zainteresowaniem była rodzina. I nagle zostają pozbawione znanej im rzeczywistości i nie są w stanie poradzić sobie z pustką, nie tylko przysłowiowych czterech ścian, ale pustką po stracie tego, co kochały i czemu poświęcały się przez całe życie. Oczywiście, prędzej czy później dochodzą do siebie, ale jest to nieporównywalnie trudniejsze do zaakceptowania niż w wypadku zawsze albo najczęściej samotnych starych panien.

Właściwie i teraz, i kiedyś stare panny były, są i będą bardziej samodzielne niż inne kobiety. Brak męża wymusił na nich życiową zaradność, a konieczność naprawy w domu wielu rzeczy nauczyła rozwiązywania najzwyklejszych problemów. W sposób naturalny, chociaż trudny są przygotowane do samotności.

Od wielu lat obserwuję stare panny i czuję do nich sympatię. Nie wstydzą się swojego staropanieństwa, są wesołe, sympatyczne i naprawdę odporne na samotność. Przygotowane na samotność, nigdy nie traktują jej jak tragicznego zaskoczenia. Brawo stare panny! Tak trzymać, a jeżeli zdarzy się okazja do wyjścia za mąż – zastanowić się trzy razy, co się na starość bardziej opłaca.

Autorka: Basia Dziubińska

Komentarze