Podchody [czyli jak seniorzy bywają wykorzystywani przez bliskich]

Categories Aktualności, SpołeczeństwoPosted on

Jedni zauważają to w lot, inni nie rozumieją o co chodzi, a większość przyjmuje to, co się zdarza w dobrej wierze. A dzieje się sporo. Otóż młode pokolenie zaczyna okazywać starszym (mającym gdzieś koło sześćdziesiątki, a najpóźniej tuż po 70. urodzinach) wzmożone zainteresowanie. Troska się o to, jak sobie radzą, czy nie potrzebują pomocy, a może trzeba inaczej zaplanować ich przyszłość.

I nie chodzi bynajmniej o nagły przypływ uczuć rodzinnych czy przyjacielskich, ani o wycieczkę na Karaiby. Forsa, moi drodzy, forsa  jest siłą napędową takich poczynań. Przy czym niekoniecznie trzeba być kimś zamożnym, ani obdarzonym dużą rodziną, by tego doświadczyć. Dziś liczy się wszystko: mieszkanko, byle jakie mebelki, trochę pamiątkowej biżuterii, pieniądze odłożone na ostatnią drogę, czy też nędzna emeryturka – też nie do pogardzenia. I nic to, że niedźwiedzisko jeszcze człapie, a nawet okazuje trochę wigoru – już dzielą na nim skórę uważając, że warto koło niego pochodzić.

Czasem, bardzo dorosłe już dzieci stwierdzają ze zgrozą, że rodzic nie tylko jakoś sobie radzi, ale nawet kogoś ma, a już kompletną katastrofą jest zadeklarowanie przez niego tzw. poważnych zamiarów. Jak to, „majątek” już w myślach podzielony a tu taka niespodzianka. Niestety, bardzo często starsze pokolenie nie wytrzymuje presji i rezygnuje z planów matrymonialnych, a nierzadko zdarza się, że przedsiębiorczy „zstępni ” doprowadzają do rozbicia dobrych, już istniejących nowych stadeł starszych rodziców. Wówczas małe hieny mogą już bez przeszkód kontynuować osaczanie seniorów oferując opiekę, oczywiście darmową, wspólne zamieszkanie, czyli pomoc i domowe ciepełko, którego starsi są tak spragnieni „tylko” za ofiarowanie bądź przepisanie już teraz wspomnianych dobodziejstw. Zwykle okazuje się, że każda ze stron co innego ma na myśli.

Media ostrzegają przed lekko już przebrzmiałą metodą „na wnuczka”, a kto uchroni przed dzieckiem lub wnuczkiem najprawdziwszym? Tylko zdrowy rozsądek, poczytywany, rzecz jasna, za nieczułość, sknerstwo i egoizm. Kochani! Obiecać można wszystko, ale do odebrania po wcześniejszym lub późniejszym (oby) odejściu, ale niczego nie wolno podpisywać, zwłaszcza umów o tzw. dożywocie, czy też prawa do mieszkania za opiekę itp. Dopóki sprawność ciała i umysłu pozwoli, należy trzymać wszystko w garści, bronić niezależności i kontrolować finanse. Bo w przeciwnym razie…

Przyjrzyjmy się jak w praktyce wygląda przymusowa koegzystencja starszych z młodszymi – w przyrodzie występuje kilka wariantów takiej sytuacji i jakoś nie słyszałam o dobrym.

Wariant I. Zamienia się dwa mieszkania na jedno większe i młodzi sprzedają albo wynajmują poprzednie lokum seniora. Dziwnym trafem pieniądze z takich interesów z reguły nie trafiają do kieszeni właściciela, nie zasilają emeryckiego portfela, tylko się gdzieś rozpływają. Potem, wyrwany ze znanego i przyjaznego środowiska rodzic, bywa upychany w najmniejszym pokoju i powoli wyłącza się go ze wspólnego życia. Nie jada się już razem, bo starsza osoba nie wygląda zbyt estetycznie przy posiłku, wyłudza się, za pomocą różnych metod, prawo do dysponowania kontem i zaczyna się wydzielanie własnych pieniędzy z niezbędnym komentarzem: po co to mamie (tacie), przecież niezdrowe, albo niepotrzebny wydatek, albo taką samą jeszcze dobrą rzecz już ma. Mamo (tato), przestań palić, jeść słodycze, popijać drinki, zapraszać znajomych, nie wydawaj pieniędzy na głupstwa, do czego to podobne, by tak dużo czytać (!?). Takich i podobnych bzdur muszą wysłuchiwać starsze osoby, które przecież jakoś przez te kilkadziesiat lat dawały sobie radę. Następuje tragikomiczne odwrócenie ról. Tylko wychowywanie sędziwych osób nie ma najmniejszego sensu, stanowi tylko pretekst do apodyktycznych zachowań i uprzykrzania życia oraz podkreślania kto tu rządzi, jakby starsi państwo tego nie wiedzieli.

Młodzież może się od namolnych rodziców uwolnić, albo się zdystansować. Zależni od własnych pociech seniorzy znajduję się w sytuacji przymusowej, bo to i sił brakuje, i pieniędzy, i blokuje strach przed całkowitym odrzuceniem. Dzieci łatwo zapominają, że wzbogaciły się lub ułatwiły sobie życie kosztem rodziców i zaczynają traktować opiekę jak ciężki obowiązek z którego wywiązują się niedbale, niechętnie (dając temu często wyraz), nie licząc się ani z potrzebami, ani upodobaniami podopiecznych.

Uważają na dokładkę, że źle im się wiedzie, a rodzic jest niewdzięczny, bo przecież ma swój pokój, w miarę ciepło (jeżeli nie oszczędza się na ogrzewaniu), telewizję i nic do roboty, czegóż jeszcze można chcieć. Starsi, pozbawieni kontaktów towarzyskich i dawnej egzystencji, coraz bardziej zapadają się w sobie, ograniczają potrzeby, stale przepraszają, że jeszcze plączą sie po tym świecie.

Wariant II. Jest ironiczną odmianą „de luxe” wariantu pierwszego, rozgrywa się bowiem w trochę lepszej scenerii, nie w bloku, gdzie można sobie zapewnić choćby minimu uczestnictwa w życiu społeczności, lecz w odosobnionej willi. Sytuacja też jest nieco inna. Otóż potomek zatrudniający się przerzucaniem papierów, lub pieniędzy w korporacji, traci nagle pracę. Zaskoczony i rozeźlony szuka czegoś na swoją miarę, nie zniża się do zajęć poniżej swej godności i kwalifikacji, nie zamierza także rezygnować z dotychczasowego stylu życia: kilku samochodów w rodzinie, urlopów, kosztownych spotkań nazywanych podtrzymywaniem niezbędnych kontaktów biznesowych itp. Ma, oczywiście, jakieś kredyty do spłacenia, coraz więcej długów i … komornika na karku. Chwileczkę, jest przecież jeszcze rodzic z mieszkaniem, a  w willi sporo miejsca, więc nad czym tu się zastanawiać, kilkaset tysięcy rozwiąże problem, choć nie na długo. Dalszy scenariusz jest identyczny z wariantem pierwszym. „Młodzi” zajmują się tylko swoimi sprawami, nie mają cierpliwości ani ochoty, by urozmaicić, albo umilić ostatnie lata seniorom, przecież nie bedą ich niańczyć! Starsi, przesadzeni gwałtem w inny świat marnieją w oczach, czasem stają się nieznośni, albo wymyślają sobie choroby, by w ten sposób zwrócić na siebie uwagę i wymusić odrobinę zainteresowania. Niemal nieuchronne w takiej sytuacji, bywa wdrażanie wariantu trzeciego.

Wariant III.

Całkiem niedobrze dzieje się, gdy pod byle pretekstem wypycha się seniora z domu (jak psa czy kota w sezonie wakacyjnym lub na czas świąt) do szpitala, albo, co najgorsze, do domu opieki, zapewniając fałszywie, że to chwilowe, tylko na trochę. Wreszcie ma się go z głowy, wszystko zapewnia fachowa obsługa, czasem zajrzy się na godzinkę lub dwie, przyniesie coś słodkiego i już. A senior? Tkwi w nowym świecie, ograniczonym do pokoju, dzielonego z kimś obcym (to już temat na całkiem nową historię), usiłuje jakoś się przystosować do sytuacji i bardzo tęskni: za dawnym życiem, rodziną, przyrodą, ludźmi. Pół biedy, jeśli zdrowie jakoś dopisuje, w przeciwnym razie bieda jest już kompletna.

Hanka Bagińska

 

Komentarze