Hultajska trylogia – przeczytaj, warto! [recenzja]

Categories Kultura, RecenzjePosted on

Przez wiele lat żyłam sobie w przeświadczeniu, że Szwecja jest państwem opiekuńczym, w którym dobrze żyje się bezrobotnym, starszym i niepełnosprawnym. Wyprowadziła mnie z błędu lektura „Seniorów w natarciu” Cathariny Ingelman-Sundberg.

Czytając, ubawiłam się setnie i zaostrzyłam apetyt na ciąg dalszy opowieści tej autorki. Pochłonąwszy część drugą trylogii „Pożyczanie jest srebrem a rabowanie złotem” i trzecią „Emerycka szajka idzie na całość” przystanęłam na trochę, by pozbierać myśli.

Bohaterami nie do końca pozytywnymi trzytomowej opowieści jest grupka zaprzyjaźnionych emerytów – byłych członków chóru „Struny Głosowe” występującego w szpitalach i domach seniora – którzy już w wieku pięćdziesięciu lat postanowili spędzić jesień życia razem. Rozważali różne opcje, m.in. zakup dworku z fosą i mostem zwodzonym, podnoszonym w razie niezapowiedzianej wizyty urzędowej, bądź dzieci żądających spadku za ich życia. Skończyło się na domu opieki „Diament”, oferującym znakomite warunki pobytu. Obiecywano pensjonariuszom jedzenie z restauracji, odwiedziny artystów, codzienne spacery, zabiegi kosmetyczne i fryzjerskie. Powolutku wprowadzano reżim oszczędnościowy: tacki mrożonek odgrzewane w mikrofali zamiast prawdziwych obiadów; telewizor zastępujący wszelakie rozrywki, spacery tylko z eskortą, siedzenie w fotelu jako trening kondycyjny. W końcu emeryci dochodzą wniosku, że lepiej jest w więzieniu (skąd my to znamy?), bo: można sobie wybrać danie obiadowe albo skorzystać z diety, ćwiczyć mięśnie do upojenia, zadbać o rozwój duchowy i psychikę, uczestniczyć w terapii zajęciowej i pracować. Seniorzy w Diamencie mają do wyboru tylko dwie możliwości: mogą jeść albo nie jeść tego, co im się podaje. Ich obowiązkiem jest przestrzeganie regulaminu i zarządzeń kierownictwa oraz wnoszenie coraz to wyższych opłat. Mieszkają wprawdzie w pokojach jednoosobowych, ale na tym kończy się lista dostępnych luksusów. Nic więc dziwnego, że za sprawą przedsiębiorczej Märthy zanosi się w Diamencie na bunt grupki przyjaciół. Nie jest to łatwe przedsięwziecie, bo faszerowani pigułkami czerwonymi stają się coraz bardziej senni i apatyczni, a po niebieskich mają mniejszy apetyt, także na wszelką działalność.

seniorzy w natarciu recenzja
fot. Fotolia

Märtha (79), była nauczycielka, inspiratorka i dobry duch całej grupki, która chce … umrzeć młodo, możliwie jak najpóźniej i cieszyć się do końca pełnią życia…, postanawia wyrwać przyjaciół ze stagnacji. Z jej poduszczenia Geniusz (78) wynalazca i majsterkowicz, Stina (77) modystka, malarka akwareli, Grabi (80) zamiłowany ogrodnik, emerytowany steward i Anna Greta (78) z wieloletnią praktyką w bankowości zaczynają dbać o kondycję, urozmaicać menu o zakupione w tajemnicy warzywa i owoce a wszystko po to, by napaść na bank, dać się złapać i wylądować w więzieniu, gdzie żyje się lepiej niż w Diamencie.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Emerycka Szajka rozzuchwalona powodzeniem pierwszej akcji zaczyna wieść przestępcze życie. Nie zamierzam opisywać śmiałych, przeprowadzonych z ułańską fantazją napadów na banki, kradzieży dzieł sztuki, żetonów w kasynie (Las Vegas), luksusowego jachtu (Saint Tropez) i innych, bo nie chcę psuć czytelnikom przyjemności ani zachować się, jak bufetowa w pewnym kinie. Namawiając bezskutecznie klienta na zakup kawy, herbaty, czipsów, batonów i ciastek zawołała za odchodzacym: a mordercą jest szofer sknerusie!
Emeryci, korzystając z okazji, pozbawiają łupu rabusiów różnej maści stwierdzając, że największą frajdę mają kradzieże tego, co już zostało ukradzione. Ucierają też nosa prawdziwym rekinom finansjery, oszustom podatkowym i inwestorom wysokiego ryzyka.

„Wpływy” z napadów umieszczają na Złodziejskim Funduszu Moneta – nazwanym tak dla uczczenia pierwszego skoku na płótna wielkich impresjonistów w Muzeum Narodowym – przeznaczonym na pomoc dla starszych i ubogich oraz źle sytuowanych pracowników opieki i służby zdrowia. Wyniki mają oszałamiające, w ciągu roku zgromadzili 240 mln. koron. Jednak Märtha i jej przyjaciele mierzą o wiele wyżej. Chcą uskładać na koncie pół miliona, by pieniądze zaczęły na siebie pracować i by móc pomagać wszystkim tym, którzy ledwo wiążą koniec z końcem.
Fundusz miał też drugą nazwę – drzwi obrotowe, bo pieniądze, które nań wpływaly równie szybko z niego uciekały, głównie dlatego, że zamiary przekraczały znacznie możliwości. A pomysły Szajki na rozdawnictwo i gospodarowanie ukradzionym majątkiem są, delikatnie mówiąc, niebanalne: od toreb upominkowych, przez elementy wyposażenia domów opieki, aż po restaurację z szybkimi randkami i potańcówkami dla seniorów.

Starość stała się atutem grupy. Wyposażeni w laski, chodziki z chorągiewkami, wózki inwalidzkie z turbodoładowaniem, baloniki, skarbonki-świnki i sztuczne szczęki kradną, by tak jak Robin Hood zdobyć pieniądze dla gorzej sytuowanych. W sytuacjach krytycznych zasłaniają się niepamięcią, pozują na głupawych i zagubionych. Niczym nieskrępowana wyobraźnia emerytów nie ma granic, jeśli chodzi o miejsca przechowywania zdobyczy: laska, akwarium, manekin, worki na pranie, fałszywe obrazy. Są mistrzami w odwracaniu uwagi celników (… to było zanim zaczęłam przemycać w pępku pluton), ochroniarzy (… Tu nie ma toalet? Gdzie się podziały? Wczoraj jeszcze tu były) i policjantów (… szukajcie panowie, szukajcie, a jak coś znajdziecie, to chętnie sie tym zaopiekuję, rozumiecie, emerytura).

seniorzy w natarciu recenzja
fot. Fotolia

Członkowie Emeryckiej Szajki są zabawni, inteligentni, pozbawieni przywar młodości i dążenia do sukcesu za wszelką cenę, autoironiczni i wyrozumiali, z pobłażaniem traktując przypadłości i śmiesznostki, którymi ich wiek naznaczył. A tych nie brakuje, bo często przytrafiają im się wpadki, ktoś o czymś zapomni, albo się zagapi, pomylą torby z okupem, zafarbują pieniądze z napadu na niebiesko, zamiast hamulca wcisną gaz, ale na ogół logistyki i precyzji postępowania mogą im pozazdrościć prawdziwi przestępcy. Gdzie tkwi tajemnica ich sukcesu? Nie kradną dla zysku, więc nie walczą ze sobą przy podziale łupów, niezbyt przejmują się możliwością wpadki, bo skoro w więzieniu lepiej niż w domu opieki, to czemu by się tam nie znaleźć.

Wiodą ekscytujące życie, na krawędzi bezpieczeństwa, ale im to służy. W przerwach między akcjami wypoczywają w wygodnej willi, pogryzając wafelki i popijając nalewkę z maroszek.

Z hultajskiej trylogii trylogii dowiedziałam się również o wielu mało zabawnych praktykach, między innymi o procederze obcinania limitów czasu w opiece społecznej na wykonanie poszczególnych czynności wobec seniorów: kwadrans na prysznic raz w tygodniu, jedzenie 10 minut, toaleta 5 minut (…”w tym czasie nie jesteśmy nawet w stanie zdjąć majtek, czy myślą, że mamy rozporki na pilota?”). Musimy się mieć na baczności, bo do nas też te jaskółki przylecą, pierwsze zwiastuny już są – bardziej opłaca się dbać o rzeczy niż o ludzi, a pracownik opieki zarabia w ciągu miesiąca tyle, co dyrektor w godzinę.
I autorka i czytelnicy trylogii wiedzą, że cała opowieść, to „bujda na resorach”, ale można świetnie się bawić czytając o wyczynach staruszków, którzy nie godzą się na złe traktowanie, wykorzystywanie, spychanie na margines i lekceważenie.
Podczas lektury lepiej nie dopuszczać do głosu rozsądku, któremu podejrzana wydaje sie znakomita forma Szajki, bezkonflifktowe życie grupy i nader nieprawdopodobne zwroty akcji. Ale co ma do rzeczy rozsądek, jeśli można się wspaniale bawić śledząc perypetie rówieśników w przeciwieństwie do arcynudnych, produkowanych taśmowo i na jedno kopyto harlekinów o łatwej do przewidzenia treści.

Autorka: Hanka Bagińska

Catharina Ingelman-Sundberg: Seniorzy w natarciu, Pożyczanie jest srebrem a rabowanie złotem, Emerycka Szajka idzie na całość. Wydawnictwo SONIA DRAGA Sp. z o.o., www.soniadraga.pl

Komentarze