Felieton Hanki: Duszą być [do poczytania]

Sezon spotkań towarzyskich w pełni. Kto żyw i zdrów wyjeżdża na łono natury, organizuje spotkania na działce, a gdy leje deszcz, spędza miło czas pod dachem. Niezbędnym warunkiem dobrej zabawy jest tzw. dusza towarzystwa. Zdarza się, że siedząc sobie w kącie i słuchając jak z ożywieniem o czymś rozprawia, zazdrościmy jej skrycie. Wiadomo, że jak przyjdzie Jurek czy Franek (tu wstaw odpowiednie imię) to będą wspólne śpiewy, może tańce i dużo śmiechu. Panowie będą szarmanccy i uwodziecielscy, a panie lekko rozflirtowane. Dusze są odprężone, na luzie, chętnie opowiadają dowcipy (nam wlatują jednym uchem, a drugim nas opuszczaję) – wszyscy do nich lgną jak pszczoły, lub raczej misie do miodu.

Słuchajcie, to nie jest trudne, każdy może być taką duszą. Tylko to pracochłonne zajęcie. Myślicie, że taka umiejętność sama przychodzi? Nic błędniejszego. Owszem, ktoś taki ma pewne zdolności, ale to nie wszystko. Opowiadacz kawałów stara się stale rozbudowywać swoją „bazę danych” – jego reputacja zależy bowiem od tego, by nie serwować zleżałych dowcipów. Stara się też pamiętać co i komu opowiadał. Pracuje również nad tym, by umiejętnie dostosowywać je do okoliczności i tematu rozmowy. Najzabawniejsza nawet anegdota opowiedziana ni w pięć ni w dziewięć nikogo nie rozśmieszy. Nie jest też prawdą, że zapamiętują je bez wysiłku – po prostu się uczą. Dusze uzdolnione piosenkarsko też uczą się nowych tekstów i melodii, często powielając je dla znajomych, bo nie lubią, mimo wszystko, śpiewać solo. Z kolei zawołani tancerze dzielą siebie sprawiedliwie między wszystkie panie, nie szczędząc partnerkom komplementów, a one czują się docenione i atrakcyjne towarzysko. A przecież mogliby zaanektować dla siebie najlepiej tańczącą niewiastę i dbać tylko o własne przyjemności.

Tak pojęte społecznikostwo jest cechą wspólną wszystkim duszom, starają się wciągnąć do zabawy i rozmowy jak najwięcej osób, każdego zauważyć i powiedzieć mu coś miłego. Nic więc dziwnego, że wszyscy dobrze się czują w ich towarzystwie.

Mniej godny zazdrości jest los „połówki” duszy – nie ma mowy o wyłączności, szeptaniu czułych słówek na boczku, patrzeniu sobie w oczy itp. Im szybciej to „połówka” zrozumie, tym lepiej. Nie ma też sensu, ani co ważniejsze podstaw, do urządzania scen zazdrości po każdej wspólnej imprezie. Dusza czaruje i flirtuje dla zabawy, a nie na serio, za za każdym razem wyróżnia kogoś innego i sama jest ciężko przestraszona, jeśli zdarzy się, że jej awanse są traktowane poważnie.

Cóż wobec tego mają robić tacy jak my, których towarzystwo duszy przytłacza, czują się przy niej opuszczeni i odstawieni na boczny tor? Trzeba nad sobą troszkę popracować. Nie znaczy to, że już od jutra uczymy się pilnie tańca i śpiewu, poczucia humoru (daremny trud), studiujemy zbiory dowcipów i aforyzmów w poszukiwaniu natchnienia, by pokonać duszę jej własną bronią. Nic z tych rzeczy. Mamy dwie możliwości, albo zaczynamy pomagać duszy i w ten sposób będziemy świecić niejako światłem odbitym, bo spłynie na nas trochę jej blasku, albo postaramy się zaistnieć o własnych siłach.

Możliwość pierwsza, oznacza stosowanie strategii szybkiego reagowania na hasła rzucane przez duszę; podrywamy się więc szybciutko na dane hasło do tańca, rozpalania ogniska, gry itp. Ta metoda pozwoli na szybki awans w grupowej hierarchii i stanie się kimś, jak dusza, niezbędnym.

Koleina druga, jest o wiele trudniejszą drogą. W myśl zasady, że: „każdy jest w czymś dobry”, odnajdźmy swój mocny punkt. Nie warto przymierzać się do kariery zapiewajły, jeśli słoń nam na ucho nadepnął, ale możemy pomyśleć o przypomnieniu jakiejś gry (im prostsza, tym lepsza, np. dziecięce wyliczanki nadają się świetnie do zabawiania dorosłych), przygotowaniu śmiesznych rekwizytów np. serduszek z imionami uczestników, czy losowania życiowych sentencji. Możliwości jest naprawdę wiele.

Szkoda, że tak mało jest damskich dusz towarzystwa. Kobiety potrafią spędzić wiele godzin na przygotowywaniu wyszukanych potraw, które zajmą uwagę biesiadników na czas potrzebny do ich pochłonięcia, a drugie tyle poświęcają na przyozdobienie własnej osoby, często z mizernym skutkiem. W pełnej gali, w odświętnej kreacji i makijażu czekają aż ktoś się nimi zachwyci i nie w głowie im zabawianie innych. Boją sie też ogromnie śmieszności, dbają, by wyimaginowana korona na głowie nie przekrzywiła się ani o cal. A bycie duszą oznacza nieustanne wystawianie się na śmiech innych.

Można się stać mile widzianym w towarzystwie w bardzo prosty sposób. Nasza koleżanka od lat robi furorę na wycieczkach przynosząc szmalczyk własnej roboty z pysznymi dodatkami, a do niego ogórki kiszone i chleb. Z kolei kolega wyspecjalizował się w przygotowywaniu kawusi: czarnej, z mleczkiem, pianką wedle życzenia, taszczy wprawdzie ze sobą dwa termosy, ale na postojach trudno się do niego dopchać. Nasz wódz dba za to o kondycję i zagania do kilkuminutowej gimnastyki. Z turystami jest zresztą łatwiej – mają wypracowane metody wspólnego spędzania czasu, wiadomo: wzajemne częstowanie się, robienie grupowych zdjęć – przełamują pierwsze lody. Jeden z naszych, jak najmilej wspominanych kolegów, działający już „na zielonych łąkach raju” potrafił na podstawie krótkiej rozmowy na miejscu zbiórki napisać dowpcipny kuplecik o kimś, kto po raz pierwszy uczestniczył w wycieczce. Delikwent był natychmiast i bezboleśnie wprowadzany w grupę i przyjmowany jak najserdeczniej.

Poza tym: uśmiechajmy się jak najczęściej, jest to równie zaraźliwe jak ziewanie, ale milsze i bądźmy cały czas tam, gdzie coś się dzieje.

Nie zawsze wszystko się udaje, popełniamy gafy, coś tam zazgrzyta, ale to nie powód, by stać z boku, plotkować, narzekać na los, dąsać się i mieć za złe. Ważne sprawy zostawiamy w domu i w pracy, w czasie wolnym mamy programowo wypoczywać i dobrze się bawić.

Strzeżmy się antydusz, psujących każde spotkanie złośliwymi komentarzami, „poprawiających” opowiadane dowcipy, narzekających na wszystko i bez przerwy – niech się smażą we własnym sosie.

Pozdrawiam jak najgoręcej wszystkie obecne i przyszłe dusze, towarzystwa oczywiście.

Autorka: Hanka Bagińska    

 

Komentarze